• Wpisów:22
  • Średnio co: 109 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 18:51
  • Licznik odwiedzin:24 517 / 2516 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Powoli zaczynają się kończyć pierwsze produkty zakupione kiedy zaczęłam włosomanię Jeśli chodzi o maskę Ziai to:
+ogólnie oceniłabym ją na 7/10 punktów
+cena - 6,90 za 200 ml
+wygładza włosy, są po niej bardzo miękkie, wspaniałe w dotyku
+włosy się po niej bardzo dobrze rozczesują
+nie obciąża, a nakładam i na długość włosów i na skalp, łatwo jest ją spłukać
+fajne opakowanie, można wygrzebać ze słoiczka wszystko co do ostatniej kropli

+/- zapach - niby nie najgorszy, ale jednak trochę chemiczny, wolę bardziej owocowe zapachy
+/- ma silikon - dla mnie raz na tydzień silikon to nie problem, ale dla niektórych może być

- wydajność - maska jest dość rzadka i muszę jej sporo nałożyć, żeby uzyskać taki efekt jaki chcę, czyli poczuć że mam porządnie wysmarowane nią włosy opakowanie wystarczyło mi na 5-6 użyć, ale przy tej cenie i mojej częstotliwości używania - raz na tydzień - można to wybaczyć

Generalnie maska dość fajna. Niestety ja sama ją sobie popsułam mleczkiem pszczelim, które mi nie służy. Ale stuningowana mleczkiem i l-cysteiną sprawiła, że czesanie to była formalność, włosy nabrały niesamowitej miękkości. Gdyby nie to puszenie stuningowana byłaby cudem
 

 
Jeszcze aktualizacja włosów... Zauważam, że moje włosy robią się coraz grubsze i zarówno w dotyku jak i wizualnie wydaje się, że jest ich więcej szkoda tylko, że nie chcą rosnąć szybciej ale niedługo rozpoczynam akcję drożdże, może to je przyspieszy
 

 
Ostatnimi czasy jakoś nie mogłam dojść z moimi włosami do porozumienia... Co bym z nimi nie robiła puszyły się niemiłosiernie, w dodatku straciły jakoś swoją miękkość... Winiłam albo szampon babydream, którego zaczęłam używać, albo świeżo stuningowaną maskę ziai... Tymczasem jestem prawie na pewno pewna, że winowajcą jest zamówione na zsk mleczko pszczele Mam je w masce ziai i dodawałam też kilka kropel do odżywki. Włosy - pomimo długiego, dokładnego spłukiwania - były sztywne, w zasadzie to się kleiły, no i to napuszenie!! Każdy włos sterczał mi w inną stronę i wyglądałam jak strzelony piorunem baran Natomiast po odżywce, do której nie dodałam mleczka włoski były ładne i gładkie... Jeszcze przy kilku myciach to sprawdzę, ale obawiam się, że mleczko komuś sprezentuję, na szczęście nie było drogie
22 maja wizyta u fryzjera, mam nadzieję że nie obetnie mi połowy włosów
 

 
Właśnie wyrzuciłam pudełeczko do śmietnika więc czas na moją opinię o tym szamponie, który zresztą chyba zna już każdy. Jeśli jednak ktoś waha się, czy go kupić, zdecydowanie polecam.
Plusy:
+ skład - bez silikonów i niepotrzebnej chemii
+ zapach
+ wydajność - przy stosowaniu 3-4 razy w tygodniu wystarczył mi na 2,5 miesiąca
+ cena - chyba około 9 zł za 250 ml
+ konsystencja - w sumie nie wiem czy to plus, ale mnie bawił taki śmieszny glut pierwszy raz spotkałam się z taką konsystencją szamponu
+ dobrze się pieni, mimo braku SLS i SLES
+ ładnie zmywa oleje i inne papki jakie nakładam na włosy (drożdże, jajka), na początku zawsze myłam włosy dwa razy, potem odkryłam, że jedno mycie w zupełności wystarcza

Podsumowując, na 10 punktów dałabym mu 10 nie wiem jak to jest z plątaniem włosów, bo ja zawsze używam po myciu odżywki lub maski.
 

 
Przedwczoraj upłynęło 3 miesiące odkąd zabrałam się na poważnie za moje włosy. Moja kuracja obejmowała w skrócie:
- zmianę kosmetyków do włosów;
- rozpoczęcie olejowania;
- ograniczenie użycia prostownicy do minimum;
- łykanie ziółek, a przez pierwszy miesiąc także suplementów witaminowych;
- zamianę szczotki plastikowej na taką z naturalnego włosia oraz zmiana sposobu czesania.
Efekty po trzech miesiącach:
- to o co mi najbardziej chodziło, czyli zmniejszone wypadanie włosów - choć zdarzają się dni, że leci ich więcej, jak na przykład ostatnio podczas dużego wiatru, kiedy się bardziej plątały i bardziej przy czesaniu wypadały; ale ogólnie przy czesaniu wypada mniej, no i nie zostawiam już włosów na ubraniach, poduszce i każdym miejscu gdzie się pojawiam ;
- włosy mniej się łamią - przez dłuższy czas nie mogłam ich zapuścić bo bardzo łamały mi się końcówki, teraz łamią się pojedyncze z nich, które wcześniej zostały uszkodzone;
- mniej rozdwajających się końcówek - podcięłam je 3 miesiące temu i niemal nie ma nowych rozdwajających się końcówek!! Kiedyś jak sobie sama podcinałam to zaraz rozdwajały się z powrotem, teraz są zdrowe i zadbane
- włosy są gładkie, mięciutkie, milusie w dotyku, mam ochotę cały czas je gładzić

Negatywnym aspektem mojej kuracji jest to, że powoli popadam w zakupoholizm, ale staram się bardzo ograniczać. Niemniej z jednego szamponu i jednej odżywki zrobiło mi się przez ten czas 4 szampony, 3 odżywki, 2 maski i 2 oleje trzeba jeszcze doliczyć do tego różne półprodukty używane do masek, no i niedługo otrzymam moje zamówienie ze strony zrobsobiekrem.pl
  • awatar Nowoczesny: Cieszymy się że że efekty nadeszły :) Powiem szczerze że masz super blog, ja akurat piszę ogólnie o fotografii i o ciekawostkach, udowadniam że nawet telefonem można zrobić dobre zdjęcia wystarczy umieć retuszować :) Zapraszam cię do siebie, jeżeli by moje efekty zdjęć telefonów (które retuszuje) cię zdziwiły, to super jak byś mnie obserwowała :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jak mi się nie chce Miałam dziś oczywiście cały dzień przygotowywać się do środowej wizyty u mojej promotorki, ale od kilku dni tłukę tylko te artykuły angielskie i już nie mogę na nie patrzeć...
Żeby jak najdłużej odwlec to w czasie napiszę więc post o moim "panokciomaniactwie"
Zacznę od tego, że zawsze z paznokciami miałam ogromny problem, bo po pierwsze mają okropny kształt (są straaaasznie szerokie, a zawsze mi się marzyły i marzą wąskie, długie paznokcie, niestety tego chyba nie osiągnę nigdy, bo i jak?), po drugie, zawsze były bardzo słabe i łamliwe, tak więc nie mogłam ich nigdy zapuścić żeby wyglądały choć trochę lepiej. A po zrobieniu tipsów i zdejmowaniu ich w nieumiejętny sposób poleciały już całkiem... Kawałki płytki dosłownie odchodziły z paznokcia, o żadnym zapuszczaniu nie było mowy, bo nawet jak coś tam urosło to było tak paskudne i kruche, że zaraz się łamało.
W tamte wakacje myślałam, że znalazłam cudowne remedium na ten problem, mianowicie serum do paznokci marki Biovax. Dostałam je od koleżanki, która nie przejmuje się swoimi paznokciami i muszę przyznać, że było naprawdę fantastyczne!! Paznokcie stały się twarde, mocne, zapuściłam je naprawdę długie!! Niestety, efekt ten skończył się wraz z końcem pudełka a odżywkę tą dość ciężko trafić i niestety nie jest najtańsza.
W tym roku jednak zobaczyłam, że picie skrzypu i pokrzywy na włosy daje mi pozytywny uboczny efekt w postaci wzmocnienia również paznokci... Postanowiłam pójść dalej tym tropem, pogmerałam w internecie i oto co się obecnie z moimi pazurami dzieje
1) raz dziennie smarowane są maścią ochronną z witaminą A - szczególnie staram się wetrzeć ją w tak zwany obłączek, czyli białe półokrągłe miejsce w dolnej części płytki paznokcia. Jest to jedyna "wystająca" żywa część paznokcia, a konkretnie jego korzenia. Ta część pobiera więc najwięcej składników odżywczych. Ogólnie jednak staram się posmarować maścią całą płytkę, a także wetrzeć trochę w skórki dookoła.
2) codziennie wieczorem smaruję paznokcie olejkiem rycynowym - żeby je natłuścić i nawilżyć, dzięki czemu będą mniej podatne na uszkodzenia.
3) dwa razy w tygodniu serwuję paznokciom maski, zazwyczaj jest to ciepła oliwa z oliwek lub rozpuszczona żelatyna. Do maski zawsze dodaję 2-3 kapsułki witaminy a+e (oczywiście wyciśnięte, nie w całości). W takich miksturach moczę paznokcie przez 15-20 minut. W przypadku oliwy spodek stawiam na kubku z gorącą wodą, dzięki temu jest ona cały czas cieplutka.
4) smaruję ręce kremem - proste, ale nigdy nie mogłam się do tego przekonać. Krem troszczy się nie tylko o skórę dłoni, ale także o płytkę paznokci, tworząc na niej ochronny film.
5) myję naczynia w rękawiczkach - myślałam, że nigdy nie sięgnę po ten sposób, a teraz myślę, że jednak działa. Paznokcie nie muszą mieć nadmiernego kontaktu z wodą no i oczywiście z detergentami, które wypłukują z nich ochronną powłokę i substancje odżywcze oraz wysuszają.

Efekt?
Co prawda ostatnio musiałam przyciąć paznokcie bo jeden wskutek uderzenia w metalową bramę się złamał, a dwa (które zawsze były najbardziej problematyczne) jakoś zadarły, ale ogólnie:
- płytka jest dużo twardsza, grubsza, mocniejsza;
- nie rozwarstwia się, już nie mam problemu z tymi odchodzącymi kawałkami płytki;
- paznokcie są wyraźnie odżywione, gładkie, błyszczące, jakby śliskie w dotyku;
- szybszego przyrostu nie zauważyłam, ale tego już nie wymagam, byle się nie łamały będzie dobrze choć podobno takie masowanie i wcieranie witaminy a przyspiesza wzrost płytki, ja nie zauważyłam.

Kończąc te przydługi post - jak zwykle polecam domowe sposoby!! Na razie minął tylko miesiąc mojej kuracji, standardowo po 3 miesiącach będę robiła przerwę i zobaczymy jak moje paznokcie będą sobie wtedy radzić
 

 
Nauczka dla mnie - nie kłaść na włosy zbyt dużo oleju.
Korzystając z wolnych dni i tego, że nie muszę nigdzie wychodzić, postanowiłam zaserwować znów moim włosom dwudniowe olejowanie. O ile pierwszym razem, kiedy olejowałam same końcówki efekt był super, tak teraz wysmarowałam niemal całą długość włosów... Efekt? Wczoraj wieczorem ponad 50 włosów na szczotce, dziś rano przy myciu i czesaniu prawie 50... Na szczęście po umyciu włosów wszystko wróciło do normy, jak się czesałam po południu na szczotce był tylko 1 włos. Widać to co miało w planie wypaść dziś wypadło już rano
Tak więc dwudniowe olejowanie tak, ale tylko na końcówki!
 

 
Wiadomo, że wszystko co zrobione własnoręcznie, jest lepsze i tańsze. Przepis ten może zostać wykorzystany do zrobienia oleju z użyciem nie tylko aloesu, ale właściwie każdych ziół (ja w maju zamierzam zrobić z pokrzywy i skrzypu).
Na 1 litr oliwy z oliwek należy wziąć 100 gram liści aloesu, najlepiej obranych ze skórki i posiekanych lub zmiksowanych. Liście trzeba zalać oliwą w szklanym naczyniu i odstawić na 3 tygodnie w ciepłe, lecz nie gorące miejsce. Co 2-3 dni trzeba potrząsnąć naczyniem, aby składniki się dokładnie wymieszały. Po upływie 3 tygodni trzeba przecedzić przez gazę do ciemnej, najlepiej szklanej buteleczki.
Olej najlepiej trzymać w zamkniętej szafce, lodówce, lub innym ciemnym miejscu, żeby pod wpływem słońca a) nie popsuł się, b) nie stracił swoich dobroczynnych właściwości. Żeby zwiększyć jego trwałość można dodać kilka kapsułek witaminy E - to dodatkowo dobrze podziała na nasze włosy lub cerę.
Niestety, nic nie jest idealne - zapach nie należy do najpiękniejszych, ale da się wytrzymać może to kwestia mojego niewrażliwego nosa, ale na noc mogę spokojnie olejować tym włosy, zapachu nie czuć podczas spania
 

 
Ostatnio stałam w kolejce za dziewczyną, która miała długie, czarne włosy. Z daleka wydawały się bardzo ładne, jednak kiedy stanęłam tuż za nią zobaczyłam okropne, porozdwajane końcówki, niemal jedna w drugą były zniszczone, w dodatku włosy miała mocno wycieniowane i te końcówki tak brzydko odstawały na wielu poziomach... To mnie zmotywowało do dbania o moje włosy, żeby nikt nigdy, stojąc za mną nie pomyślał "Co za okropne włosy"...
 

 
Chciałam się pochwalić długimi paznokciami, to się na złość jeden złamał; chciałam się pochwalić, że mało włosów mi wypadło to znów całą kupę wyczesałam...
Ech, trzeba postawić na skromność i się nie chwalić
Ale za to pochwalę się moimi dzisiejszymi łupami
1) Farmona Jantar z bursztynem - właśnie za mną pierwsza wcierka, zobaczymy ile mi włosy urosną dzięki temu cudownemu specyfikowi
2) odżywka ISANA - do kupna zachęciła mnie cena (promocja w rossmannie ) i skład - bez silikonów, za to z proteinami pszenicy i olejkiem arganowym; niestety na wizaż.pl nie ma zbyt dobrych opinii, no ale zobaczę jak na mnie będzie działać...
3) skrzyp - to mnie ucieszyło dziś z samego rana - okazało się, że nie dość, że jest 2 zł tańszy niż wcześniej, to drugie opakowanie dostałam "gratis za 2 grosze" miła niespodzianka ponieważ jednak ja za miesiąc robię sobie przerwę, opakowanie sprezentowałam mamie
4) pokrzywka - do picia, już chyba 5 opakowanie
5) peeling do skóry wrażliwej - też się skusiłam na promocję i też ma słabe opinie na wizażu. Mam nadzieję, że jednak mi będzie odpowiadał!!
 

 
W końcu zrobione zdjęcie moich włosów, w każdym kolejnym miesiącu będę się starała zrobić kolejne zdjęcie i porównać jak wpływa na nie moja pielęgnacja... Teraz włosy akurat po farbowaniu, wiem, że nie powinnam, ale nie mogłam się powstrzymać, odrosty były okropne
  • awatar weronka1989: Dziękuję, z bliska niestety nie jest tak pięknie :D na zdjęciu nie widać końcówek wołających wciąż o pomstę do nieba :D
  • awatar Pracownia "POZYTYWKA": śliczne, inspirujesz tym kolorem! . . jeśli lubisz biżuterię vintage tworzoną z pasją to nieśmiało zapraszam do siebie
  • awatar Gość: piękne. wgl nie zniszczone <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiaj mój wielki dzień, a to z dwóch powodów: po pierwsze - wreszcie, nareszcie, po trzech długich tygodniach czekania jest gotowy mój olej aloesowy <hura>, a po drugie - dziś zaczyna się moja batalia o ładną cerę bez żadnych niespodzianek, czyli startuję z robieniem OCM z użyciem mojego aloesowego oleju oczywiście
a tu filmik świetnie pokazujący, jak to się robi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziś niedziela pod znakiem przygotowań do pracy magisterskiej - nie chodziłam dłuższy czas na seminarium, a jak poszłam to mam roboty dowalone, że hej... W dodatku muszę robić to, czego nie znoszę najbardziej czyli tłumaczyć artykuły z angielskiego... No ale jak mus to mus
Za to dla uprzyjemnienia sobie tej męki za jakiś czas zafunduję sobie długą kąpiel i maseczkę na głowę i twarz, i co prawda będę się uczyć, ale przynajmniej będę pięknie wyglądać, pachnieć fiołkami i dobrze się czuć a jak mój K. wróci do domu to go poproszę i może wreszcie zrobi moim włosom zdjęcie muszę je sfotografować, żeby za jakiś czas móc zobaczyć czy jest różnica
Ciekawa jestem czy po zmyciu oliwki z włosów moje końcóweczki będą wciąż takie miękkie jak teraz...
 

 
Dziś piękna wiosna miałam do wyboru uczyć się albo pomóc mojemu ukochanemu grabić ogródek. Oczywiście, że wybrałam ogródek... trochę kalorii się spali, no i nie trzeba siedzieć w książkach.
Mam tyle pomysłów na fajne maseczki, a brak mi terminów, żeby je robić. Wczoraj zaaplikowałam sobie maskę miodowo-aloesową, która jest kolejną witaminową bombą. Aloes to jest w ogóle cudowna roślina, zawiera mnóstwo witamin i składników odżywczych, wspaniale nawilża i wygładza. Mam zamiar napisać nieco więcej o jego dobroczynnym działaniu, ale dziś jakaś nieżywa jestem po tych wiosennych porządkach
Napiszę więc na razie tylko o przygotowaniu i efekcie maski
2 łyżki miodu wymieszałam z 2 łyżkami śmietany. Z domowej roślinki oberwałam 5 dużych listków, obrałam je ze skórki (może uczulać!!)i wydłubałam nożem galaretowaty miąższ. Wszystko razem wymieszałam (można zmiksować), podgrzałam i nałożyłam na skórę głowy na pół godziny (długość włosów wcześniej sobie olejowałam, więc już maskę im odpuściłam). Potem tylko dwukrotne mycie i odżywka.
Włoski są bardzo gładkie i miękkie, wyraźnie nawilżone. Bardzo ładnie się błyszczą. Trochę nałożyłam sobie na twarz, jest teraz gładziutka
Ale zauważyłam, że znowu mam jakieś strasznie szorstkie końcówki Chyba trzeba je zaprowadzić ponownie do fryzjera, w ten sposób to ich nigdy nie zapuszczę Póki co, korzystając z weekendu i tego, że i tak nigdzie się nie wybieram, wczoraj i dziś nasmarowałam końce włosów oliwą z oliwek z dodatkiem witaminy a+e. Nie zmywam tego, niech się nawilżają, co im będę żałować!!
 

 
Wiem, że to teoretycznie niemożliwe, żeby po jednym użyciu był efekt, ale wczoraj po całym dniu, kiedy wieczorem czesałam włosy na szczotce naliczyłam dosłownie 6-7 sztuk !! :O dzisiaj rano zaledwie 11 !! :O Chyba bliżej się zaprzyjaźnię z drożdżowymi maskami...
 

 
Witam Czy wiecie, że dziś pierwszy dzień astronomicznej wiosny??
Postanowiłam nieco urozmaicić moim włosom "dietę" i dziś zamiast tradycyjnej maski z jajka i rycyny zaaplikowałam im maskę z drożdży i mleka.
Może najpierw o działaniu tego specyfiku.
Od dawien dawna wiadomo, że drożdże mają zbawienny wpływ na cerę trądzikową, a także na osłabione włosy. Drożdże można stosować w różnej formie: pić tabletki kupowane w aptece, pić zwykłe drożdże piekarskie rozpuszczone w mleku lub wodzie, albo też stosować je w formie maseczek.
Ja osobiście zamierzam ja pić, ale dopiero kiedy skończę kurację pokrzywową, czyli gdzieś pod koniec kwietnia. Teraz jednak postanowiłam spróbować zastosować je zewnętrznie, czyli nałożyć sobie mleczno-drożdżową maskę.
Drożdże bogate są w kilkanaście witamin, najwięcej jest w nich witamin z grupy B, które mają bardzo duży wpływ na wzrost włosów i zapobiegają ich wypadaniu. Drożdże zawierają także pierwiastki takie jak żelazo, chrom, fosfor, selen i magnez.
Mleko z kolei jest źródłem witamin C i E, zawiera żelazo oraz miedź. Proteiny mleczne nadają włosom miękkość i zapobiegają rozdwajaniu się końcówek.
Teraz przepis na maseczkę pół kostki drożdży rozpuściłam w mleku, niestety wzięłam go za dużo i zrobiło mi się to zbyt rzadkie, powinna być papka. Mleka trzeba wziąć naprawdę malutko. Całość podgrzałam i nałożyłam na skórę głowy, założyłam czepek i ręcznik i tak sobie chodziłam w tym przez jakieś pół godzinki, po czym zmyłam dwa razy szamponem bez slsów i nałożyłam odżywkę. Część maseczki nałożyłam sobie na twarz, a w tym co mi zostało wymoczyłam paznokcie.
Efekty Skóra na twarzy jest gładka i przyjemnie ściągnięta. Paznokcie nabrały ładnego koloru, końcówki są wybielone, płytka jest gładka i błyszcząca. Włosy są gładkie i błyszczące, przy czesaniu jakoś mniej ich wypadło Oczywiście jednokrotne zastosowanie nie da spektakularnych efektów, jak przy wszystkich metodach naturalnych potrzebna jest systematyczność i wytrzymałość
  • awatar Pauza: Po tym co ty wyczytałam chyba też się skuszę na taką maseczkę. Włosy mam w tragicznym stanie - może to chociaż trochę im pomoże ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kilka dni temu pisałam o domowej masce na włosy. Zaczęłam się zastanawiać, co właściwie mają w sobie jej składniki, że tak dobrze odżywiają włosy. Poszperałam w internecie i moja wiedza wzbogaciła się o następujące informacje:
- żółtko jajka - zawiera witaminę E (tokoferol), będącą "eliksirem młodości". Wit. E wpływa na wygląd i stan skóry oraz jej wytworów, zwiększa wchłanianie witaminy A, chroni przed działaniem wolnych rodników, hamuje procesy starzenia się skóry. Zawiera ono również witaminę B5 (kwas pantotenowy), przyspieszającą proces regeneracji tkanek, zapobiegającą procesom starzenia się. Witamina B5 poprawia także pigmentację oraz ogólny stan włosów. Jej niedobór jest przyczyną wypadania włosów;
-sok z cytryny - nadaje połysk, a kwaśne pH powoduje domykanie się łusek włosowych, dzięki czemu włosy stają się gładsze. Uwaga - sok z cytryny może rozjaśniać włosy, a jego nadmiar może je wysuszać;
- nafta kosmetyczna - poprawia ukrwienie skóry głowy, dzięki czemu do cebulek włosów dostarczana jest większa ilość składników odżywczych,co z kolei przyczynia się do ich lepszego stanu wewnętrznego i wyglądu zewnętrznego. Nafta pomocna jest również w walce z łupieżem. Obecnie naftę można kupić w aptece wzbogaconą o różne składniki, np. moja jest wzbogacona w witaminy A i E.
- olejek rycynowy - ostatnimi czasy moje remedium na problemy ze wszystkimi wytworami skóry. Składa się z glicerydów, doskonale nawilża suche włosy, nadaje im połysk i miękkość.
Połączenie wszystkich tych składników jest prawdziwą bombą zdrowotną dla naszych włosów. Regularne stosowanie takich naturalnych masek umożliwia posiadanie pięknych, zdrowych włosów. W przeciwieństwie bowiem do odżywek "sklepowych" ich składniki wnikają w głąb włosa, dostarczając mu wszystkiego czego potrzebuje, a nie tylko oblepiają włos, nadając mu chwilowy piękny wygląd i złudzenie poprawy jego stanu.
 

 
No i stało się zaopatrzyłam się w szczotkę z naturalnego włosia ten pomysł chodził mi po głowie od jakiegoś czasu, a teraz wykorzystałam nadarzającą się okazję i zażyczyłam sobie taki mały, praktyczny prezencik od mego ukochanego na Dzień Kobiet co prawda sama musiałam wybrać i niespodzianki nie było, ale za to teraz mam czym czesać włosy choć co prawda na razie mam mieszane uczucia...
Niewątpliwą zaletą tej szczotki jest to, że bardzo wygładza włosy, po pierwszym użyciu wyglądały, jakby były wyprostowane!! A proste włoski to moje niespełnione marzenie... Dlatego też prostownica niegdyś była baaaardzo często w użyciu Teraz jej nie używam i chodzę z takimi lekko pofalowanymi, ale ich nie lubię!! A moja nowa szczota nieco je wygładza
Efekty, których jeszcze nie mogę stwierdzić, to takie, że ma ona mniej niszczyć włosy i zapobiegać ich łamaniu i rozdwajaniu. Cóż, zobaczymy za jakiś czas. Ale wydaje mi się, że po czesaniu nią są jakby bardziej sprężyste, te moje falki tak fajnie podskakują
Najbardziej się obawiałam, że włosy będą się elektryzować, ale na szczęście tak nie jest. Dodam jeszcze, że u mnie w każdej kępce włosia tkwi plastikowy "rozplątywacz", dzięki czemu nie mam żadnych problemów z powstawaniem tzw. kołtunów.
Niestety, jest bardzo, ale to bardzo poważna wada - szczotka wyrywa mi dużo więcej włosów niż ta plastikowa jednorazowe czesanie to około 30 włosów, na dodatek mam wrażenie jakby w ciągu dnia też więcej ich leciało Ale mam nadzieję, że to tylko przejściowe wypadanie słabych włosów, które za parę dni ustanie, a zamiast nich wyrosną nowe, zdrowe i mocne
  • awatar Pauza: Też mam taką szczotkę i jestem z niej zadowolona. Moje włosy wypadały gdy używałam zwykłej, a przy stosowaniu tej z naturalnego włosia nic się nie zmieniło. Tzn. włosy są o wiele gładsze i nie elektryzują się tak mocno, ale co do wypadania włosów to nic się nie zmieniło.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dla osób borykających się z problemem zniszczonych włosów (takich jak moje - wcześniej intensywnie prostowanych, farbowanych, długo zapuszczanych) polecam maseczkę z naturalnych składników. Ja przygotowuję ją w następujący sposób: biorę dwie łyżki olejku rycynowego, dwie łyżki nafty kosmetycznej (ja mam z witamina A i E - do kupienia w aptece) i sok z połówki dużej (lub całej małej) cytryny. Mieszam to wszystko w pojemniczku (po śmietanie, jogurcie, kubeczku itp) i podgrzewam wkładając do kubeczka z gorącą wodą (można też wstawić pojemnik do mikrofalówki). Na koniec dodaję żółtka z dwóch jajek. Trzeba tylko uważać, żeby wcześniej nie podgrzać za mocno naszej "mikstury", bo żółtka mogą nam się ściąć Wszystko jeszcze raz dokładnie mieszam i nakładam na zwilżone(nie umyte)ciepłą wodą włosy. Zakładam czepek, na to zawijam ręcznik i chodzę z taką papką na głowie przez półtora godziny. Po upływie tego czasu myję głowę dwa razy (żeby dokładnie zmyć olejek) i nakładam odżywkę (nie mam odwagi rozczesać włosów bez odżywki )
Wcześniej stosowałam taką maseczkę dwa razy w tygodniu, teraz robię ją sobie raz, ze względu na to, że zaczęłam stosować również inne maski/zabiegi odżywcze i robię je na zmianę. Więc na olejek rycynowy mam przeznaczony jeden dzień w tygodniu.
Efekt? Włosy są miękkie, puszyste, wydają się być bardziej odżywione. Końcówki po takiej miksturze mniej się łamią, nie są też takie szorstkie jak kiedyś. Włosy mam też gładsze, teraz już nie muszę używać prostownicy, żeby ujarzmić niesforne końcówki.
Wiem, że niektóre osoby używają do tej maski także oliwy z oliwek, która ogólnie dobrze działa na włosy, ja jednak jej nie dodaję, bo już mi jakoś za dużo składników w tej masce się robi.
Niektórzy stosują również sam olejek (np. wcierany na całą noc, albo też stosowany jako odżywka na same tylko końcówki).
Osobom, które chciałyby stosować taką maseczkę, mogę doradzić też, by nie używały większej ilości soku z cytryny. Ja tak zrobiłam dwa razy (wzięłam sok z całej dużej cytryny) i maska co prawda lepiej się rozprowadzała na włosach (z czym ogólnie jest problem), ale za to strasznie je wysuszała, robiły się szorstkie w dotyku.
Natomiast w podanych powyżej proporcjach maska jest naprawdę świetna i polecam ją każdej dziewczynie z suchymi włosami
 

 
Moja przygoda z naturalną pielęgnacją włosów zaczęła się ponad miesiąc temu. Doszłam wtedy do wniosku, że trzeba coś z tymi moimi włosami zrobić, bo nie dość że wyglądają coraz gorzej, to i wypadają w coraz większych ilościach.
Odżywki stosowane do tej pory nie dawały efektu. Jasne, po ich użyciu włosy łatwiej się rozczesywały, jednak były coraz bardziej i bardziej zniszczone, rozdwojonych końcówek było coraz więcej, a pociągnięcie za włosy sprawiało, że w dłoni zostawała mi cała masa pourywanych kawałków włosów, tak były łamliwe. A moim marzeniem są długie włosy, nawet do pasa. Teraz sięgają mi do połowy pleców, ale przez to, że się łamały nie było widać od dłuższego czasu jakiegokolwiek przyrostu.
Poszperałam więc w internecie w celu znalezienia porad co z tym zrobić. Tych oczywiście było od groma. Ja wybrałam te, które moim zdaniem były dla mnie najbardziej przydatne.
Wypadanie i osłabienie włosów może być efektem niedoboru witamin i mikroelementów. Najważniejsze witaminy to A, B, C, i E. Zaopatrzyłam się więc w Capivit A+E, zestaw witamin z grupy B przypadkowo miałam w domu, witaminę C również. Każdą z nich brałam raz dziennie. Taką kurację stosowałam przez miesiąc, gdyż zbyt długo faszerować się witaminami też nie można, a niedobory w tym czasie raczej już zostały uzupełnione.
Ponadto dwa razy dziennie piłam (i piję nadal) parzoną pokrzywę, która ma podobno na włosy rewelacyjne działanie, jednak na efekty trzeba poczekać trochę dłużej, nawet około 3 miesięcy. Więc kurację pokrzywową prowadzę nadal
Do tego dochodzi picie skrzypu, ale tym razem w tabletkach. Ja mam w tym momencie skrzyp z witaminami firmy MEDIQ APTEKA. W cenie 9,99 zł mam 60 tabletek, z których każda zawiera: 35mg ekstraktu ze skrzypu polnego, 27mg ekstraktu z liści pokrzywy, 30 mg witaminy C (50% dziennego zapotrzebowania), 0,55 mg witaminy B1 (39,3% dziennego zapotrzebowania), 5 mg cynku (33,3% dziennego zapotrzebowania) oraz 25 mikrogramów biotyny (16,7% dziennego zapotrzebowania). Ja brałam 2 tabletki każdego dnia.
W międzyczasie zaprowadziłam również moje włosy do fryzjera i zniszczone końcówki zostały skrócone o jakieś 5 centymetrów... Dość dużo, ale jakby zostały przycięte 1-2cm to nie byłoby w zasadzie prawie żadnego efektu.
Po miesiącu stosowania tych wszystkich specyfików co mogę powiedzieć. Włosy wypadają mi nieco mniej, choć przy każdym myciu przeżywam chwile zwątpienia, bo wtedy jeszcze ich sporo leci (no ale chyba jednak mniej niż wcześniej). Przy czesaniu ściągam jednak 10-20 włosów ze szczotki, a nie całą garść, tak jak wcześniej. Wciąż mam też sporo rozdwojonych końcówek, a to z tego względu, że wcześniej miałam włosy cieniowane i te, które były krótsze nie załapały się ostatnio pod nożyczki. W związku z tym ciężko mi powiedzieć, czy teraz mi się jeszcze rozdwajają tak bardzo włosy czy już mniej, bo musiałabym najpierw pozbyć się wszystkich rozdwojonych końcówek, żeby wiedzieć, czy pojawiają się nowe
Ciągle część włosów jest łamliwa, ale nie w takim stopniu jak to było kiedyś. Teraz pojedyncze włosy mi się łamią, a nie wszystkie po kolei.
Ciężko mi powiedzieć, który element mojej kuracji zadziałał, bo stosowałam wszystkie naraz.
Dodatkowym, pozytywnym efektem ubocznym jest wzmocnienie paznokci, z którymi również mam straszny problem, ale o tym to już innym razem...
 

 
Miała być krótka historia tego, co porabiałam z moimi włosami przez ostatni miesiąc, ale to jednak poczeka jeszcze. Dziś pierwsze olejowanie Jako początkująca eksperymentatorka postanowiłam posłuchać porady mojej koleżanki, a także uwierzyć w pozytywne opinie na forach internetowych i użyć olejku do pielęgnacji ciała (a konkretnie zapobiegającego rozstępom u kobiet w ciąży ) Babydream fur Mama, który to zakupiłam w Rossmannie. Zawiera on olejki: makadamia, z migdałów, jojoba, olej sojowy i słonecznikowy, witaminę E. W jego składzie nie ma barwników ani konserwantów. Zobaczymy jak taka dawka pożytecznych składników wpłynie na moje włoski W dodatku ma piękny, słodki zapach, mnie kojarzący się z zapachem różnych produktów dla dzieci (nic dziwnego, w końcu stworzony jest dla przyszłych mam...).
Jutro rano zobaczymy jakie będą pierwsze efekty
 

 
Witam serdecznie
Tematyka tego bloga będzie dotyczyła głównie naturalnych sposobów pielęgnacji włosów,a także paznokci. Z całą pewnością pojawiać się będą też inne wątki, niemniej głównym moim celem jest rejestrowanie moich zabiegów mających na celu wzmocnienie (w naturalny sposób) włosów i paznokci.
Wszystko zaczęło się miesiąc temu (a dokładnie 25 stycznia). Jakiś czas temu zauważyłam, że po każdym czesaniu na szczotce zostaje coraz więcej włosów, ściągałam je wręcz całymi garściami. Nie byłam tym bardzo zdziwiona, bo moje włosy przez kilka lat były prostowane (choć ostatni rok - półtora już mniej, ale kiedyś codziennie niemal), co jakiś czas je także farbuję. Jako że chciałam je zapuścić, fryzjera również nie odwiedzałam od dłuuuuugiego czasu, końcówki sobie podcinałam co jakiś czas sama, ale i tak były bardzo zniszczone, porozdwajane i łamliwe.
Stwierdziłam, że jak tak dalej pójdzie to za jakiś czas na mojej głowie niewiele zostanie, a bardzo chcę mieć ładne włosy... Odżywki "sklepowe" nie dawały żadnego efektu, postanowiłam więc powrócić do metod stosowanych przez nasze matki i babki... Po miesiącu kuracji, którą opiszę innym razem, dziś postanowiłam przeliczyć włosy, które zostały na szczotce po czesaniu... 10!! Choć wiem, że w ciągu dnia wypadnie ich sporo więcej, i tak jest to dla mnie ogromny sukces Tak więc ostatni dzień lutego rozpoczął się bardzo dobrze, uśmiech od rana na twarzy, szkoda tylko, że pogoda za oknem bura i deszczowa... Ale dziś chyba nic nie zepsuje mojego humoru